Widzewskie mity cz.2 „Jesień 2022 zagraliśmy na fuksie”
Właściciel Widzewa wraz z zarządem bardzo sprawnie sprzedał kibicom swoją wizję rozwoju drużyny. W skrócie ma być on stabilny, ale raczej powolny. Co rok o kilka zwycięstw i punktów więcej, co rok trochę wyższe miejsce w tabeli. Przy okazji klub ma się rozwijać organizacyjnie, marketingowo i sportowo z naciskiem na akademię.
Taka narracja ma w dużej mierze sens. Widzew wrócił do ekstraklasy po siedmioletniej odbudowie od dosłownie zera. Sportowy upadek klubu trwał jeszcze dłużej, właściwe od początku XXI w., czyli od 25 lat. Tak długi okres zapaści uczy pokory.
Co ciekawe, duża część, zazwyczaj niecierpliwego środowiska kibicowskiego zaakceptowała narrację klubu bez większych zastrzeżeń. Wyznaczony przez zarząd cel 50 punktów do zdobycia przez drużynę w sezonie 24/25 stał się dla wielu „oficjalnym” celem drużyny. Część mediów kibicowskich dosłownie liczy średnią punktów po każdej kolejce. Jeżeli z obliczeń wychodzi, że utrzymanie średniej w danym momencie gwarantuje uzyskanie 50 punktów na koniec sezonu, werdykt jest jeden. Jest dobrze.
W takich przypadkach, głosy krytyki po słabych meczach Widzewa odbijają się od prostego argumentu. Przecież Widzew konsekwentnie realizuje swój cel, więc o co chodzi? Narracja o 50 punktach jest tak ugruntowana, jak gdyby osiągnięcie tego pułapu oznaczało prawdziwe trofeum, w ślad, za którym klub otrzyma puchar i może coś jeszcze. 50 punktów to numeryczna manifestacja fundamentów, na których, ma stać nasz rozwój.
I tu dochodzimy do głównego tematu - rundy jesiennej 2022 r., która stała się solą w oku wszystkich wyznawców tak zdefiniowanego rozwoju.
Widzew po 17 kolejkach Ekstraklasy w sezonie 22/23 miał na koniec 29 punktów i 3 (trzecie) miejsce w tabeli! Dwa lata temu o tej porze byliśmy sensacją Ekstraklasy! Dla szybkiego porównania, w zeszłym sezonie ilość punktów i miejsce w tabeli po rundzie jesiennej wyniosły odpowiednio 22pkt oraz 9. W obecnym sezonie ilość punktów i miejsce w tabeli to odpowiednio 22pkt i 10 …
Jak widać, Widzew nie zanotował jakiegokolwiek postępu punktowego w stosunku do poprzedniego sezonu, co gorzej obie rundy jesienne w wykonaniu piłkarzy drużyny prowadzonej przez Daniela Myśliwca bledną przy dokonaniach Widzewa sprzed dwóch lat, kiedy trenerem był jeszcze Janusz Niedźwiedź. I jak tu kontynuować narrację o postępie, skoro nie jesteśmy w stanie poprawić wyniku sprzed dwóch lat? Odpowiedź jest prosta - deprecjonując ten wynik. Powtarzając krzywdzące dla ówczesnej drużyny opinie jakoby Widzew w tamtym sezonie „jechał na fuksie”.
Opinia ta jest bardzo powszechna. Powtarzają ja osoby blisko związane z klubem, łącznie z niektórymi piłkarzami a nawet część kibicowskich mediów. Deprecjonowanie osiągnięć drużyny sprzed dwóch lat jest dla wielu wygodne. Dla zarządu, który sprzedaje nam wizję stabilnego rozwoju i „jedzenia małą łyżeczka”. Dla obecnego sztabu szkoleniowego, który osiąga przeciętne wyniki i potrzebuje narracji o tym, że drużyna się jednak rozwija. Dla dyrektora sportowego, który chce pokazać, że drużyna jest coraz mocniejsza a nawet dla części mediów kibicowskich, które kupiły historię o 50 pkt i też nie chcą wracać do tego, że Widzew dwa lata temu spędził gwiazdkę i nowy rok na trzecim miejscu w tabeli.
Argumenty o fuksie w zasadzie opierają się na dwóch założeniach: 1) kilka meczów przepchnęliśmy „na farcie” w ostatnich momentach meczu np. gole w 90 min z Wartą lub Koroną 2) udawało nam się wygrać mecze mimo słabej gry. I to właściwie wszystko. Niewiele, ale do powtarzania hasła o „jechaniu na fuksie” wystarczająco.
Zastanówmy się więc przez chwilę, podium po jesieni 2022 to fuks czy praca i umiejętności drużyny Janusza Niedźwiedzia?
1) Zdobywając 29 punktów, Widzew wygrał 9 meczów.
Wygranie nawet pojedynczego meczu rzadko kiedy jest fuksem. Piłka to bardzo prosty i wymierny sport. Błędy piłkarzy są częścią gry, gole w ostatnich minutach liczą się tak samo jak te w pierwszych, posiadanie piłki i ilość strzałów same w sobie nic nie znaczą. Tak samo jak przewaga optyczna czy „ładna gra”. Odliczając kontuzje najlepszych zawodników czy wyjątkowo niefortunne błędy sędziego w ogóle ciężko mówić o czymś takim jak „pechowa porażka” lub „farciarskie” zwycięstwo.
Widzew na jesień 2022 schodził z boiska jako zwycięzca 9 razy. Z prostej definicji sportu jakim jest piłka nożna, 9 zwycięstw w rundzie nie było i nigdy nie może zostać uznane za „fuks”. Jak masz takiego „fuksa”, że regularnie wygrywasz, znaczy to po prostu, że jesteś dobry. Koniec kropka.
2) Trudno kupić też argument o tym, że graliśmy słabo. Wręcz przeciwnie, czy ktoś pamięta, jak zaczął się dla nas tamten sezon? Po 15 min meczu z Pogonią było już wiadomo, że Ekstraklasa nam nie straszna. Choć mecz ostatecznie przegraliśmy Widzew pokazał dobrą odważną piłkę a mecz pozostawił spory niedosyt. Potem było wyjazdowe zwycięstwo w Białymstoku (dziś coś takiego byłoby uznane prawie za wynik sezonu) i porażka z Lechią, gdzie znów przegraliśmy mimo ładnej i odważnej gry.
Problem z początkiem rundy był właśnie taki, że Widzew grał ładnie, ale przegrywał. Jako beniaminek ewidentnie płaciliśmy tzw. frycowe. Ale trener Niedźwiedź w miarę szybko zmienił mentalność drużyny, zaczęliśmy grać z większym wyrachowaniem co zaowocowało serią pewnych zwycięstw np. z Wisłą Płock, Cracovią czy Zagłębiem Lubin. Widzew grał pewnie i w miarę powtarzalnie. Nie znalazł na nas sposobu będący na fali Raków, a nawet przy porażkach takich jak z Lechem drużyna wyglądała dobrze.
3) Najbardziej irytującym argumentem jest to, że kilka razy przepchnęliśmy słaby mecz „fuksem”. Chodzi przede wszystkim o zwycięstwa 1:0 z Wartą i Koroną, gdzie Widzew strzelał gole w doliczonym czasie gry. Z Wartą strzelił Lipski, z Koroną Milos, obu nie ma już w klubie.
Jako kibice musimy się zdecydować, gol strzelony w 90 minucie to fuks czy pokaz siły i charakteru? Bo jeżeli gole z Koroną i Wartą w 2022 to był fuks, to czemu rok temu tak chełpiliśmy się tym, ile Widzew zdobył punktów w doliczonym czasie gry? Gol w 90 minucie w 2022 to fart a gol strzelony w 90 minucie w 2023 to „Widzewski charakter”? To chyba tak nie działa. Gole i punkty strzelane w końcówkach meczu nigdy nie są fartem. Im częściej się zdarzają tym bardziej pokazują wolę walki, ale też opanowanie i metodyczność drużyny. Nie jest przypadkiem to, że dwa lata temu z Koroną wygraliśmy a miesiąc temu przegraliśmy. Oba wyniki wpasowują się w formę i charakter (lub jego brak) drużyny w danym momencie.
Oprócz wyników i momentami naprawdę dobrej gry, Widzew na jesień 2022 dał nam też sporo radości i chwil wartych zapamiętania. Piękne wolne Pawłowskiego, gra Sancheza, super postawa Ravasa, kibice krzyczący przekornie „co wy robicie”? Były też oczywiście rozczarowania, fatalny mecz z Radomiakiem, słaba pierwsza połowa z Legią u siebie, zawodzący zawodnicy jak Letniowski, wieczne problemy z obsadzeniem lewej obrony itd. Ale na koniec zwyciężył entuzjazm i moc tamtej ekipy.
To co stało się potem na wiosnę to już inna historia. Po przyzwoitym początku rundy (1 zwycięstwo i 5 remisów w pierwszych 6 meczach) przyszła tak niespodziewana jak nagła zapaść, wliczając szokującą serię 6 porażek z rzędu na własnym boisku. Widzew skończył sezon na 12 miejscu. Tak jak rewelacyjna jesień nie była fuksem, tak fatalna wiosna nie była pechem. Graliśmy fatalnie, przegrywaliśmy zasłużenie i zasłużenie skończyliśmy na 12 miejscu.
W klubie dało się wtedy nieśmiało słyszeć o tym, że być może zmarnowaliśmy szansę, być może nie byliśmy zbyt odważni podczas zimowego okienka transferowego. Nigdy się nie dowiemy co by było, gdyby klub więcej zaryzykował i szukał wzmocnień. Rok wcześniej podczas zimy 2021/2022 Widzew niespodziewanie zajmował 2 miejsce w tabeli 1 Ligii. Przed sezonem nikt nie zakładał, że będzie tak dobrze, liczono co najwyżej na baraże. Wtedy klub postanowił nie wypuścić okazji z rąk. W zimę dokonano odważnych wzmocnień sprowadzając m.in. Bartka Pawłowskiego oraz obecną gwiazdę Ekstraklasy Normana Hansena. Odwaga na rynku transferowym się opłaciła. Nie bez trudu, ale Widzew awansował, bezpośrednio z 2 miejsca.
Rok później włodarze Widzewa wysokiego miejsca w tabeli się przestraszyli. Zobaczono w nim bardziej kłopot niż szansę. Myślenie o pucharach w sezonie, w którym za sukces można było uznać utrzymanie w lidze, to było za dużo. Transfery zostały odpuszczone, za brak ambicji zapłaciliśmy m.in. koszmarną rundą, której końca nie doczekał ówczesny prezes. Trener Niedźwiedź pożegnał się z klubem przy pierwszej okazji w następnym sezonie.
Co by było, gdyby? Ewentualne transfery nie musiały wypalić. Próba porywania się na więcej niż klub było stać być może skończyłaby się źle. Finisz na 12 miejscu, który przed sezonem prawie każdy brałby w ciemno być może był najlepszą rzeczą jaka obiektywnie mogła się nam wtedy przydarzyć.
Ale jest jedna rzecz, na temat której nie musimy gdybać. To nasza gra i miejsce w tabeli po pierwszej rundzie 22/23. Tamtej jesieni Widzew dał nam najlepszą rundę w XXI wieku i przypomniał nam, chociaż na chwilę o tym, gdzie nasz klub powinien się znajdować – w walce o najwyższe cele. Wątpliwości i brak wiary zostawmy innym. Jak ktoś chce wierzyć w stabilny rozwój i cel 50 punktów, niech wierzy. Ale nie ma żadnego powodu, żeby przy okazji deprecjonować osiągnięcia Widzewa sprzed dwóch. Tylko dlatego, że psują one narrację o postępach czynionych przez obecną drużynę.
Komentarze
Prześlij komentarz