Widzewskie mity cz. 3 „Nowoczesna piłka jest skomplikowana a rządzą nią statystyki”.
Kiedyś piłka to był prosty sport. Obrońca bronił, pomocnik podawał a napastnik strzelał. A jak ktoś miał talent jak Smolarek, Cruyff albo Beckenbauer to mógł nawet robić kilka rzeczy na raz i jeszcze poczarować. Dobry trener po prostu nie przeszkadzał.
Dziś to nie to samo, boiskiem rządzą strefy i półprzestrzenie, grą rządzą fazy, role piłkarzy są płynne i złożone a wszystko spinają szczegółowe statystyki analizowane jeszcze w trakcie meczu na laptopie. Trener musi mieć głowę nie od parady, żeby to wszystko pospinać.
Brzmi znajomo? Jak ktoś regularnie śledzi klubowe media lub słucha wypowiedzi trenera Myśliwca najprawdopodobniej taki ma obraz dzisiejszej piłki.
Trener Myśliwiec, choć wyjątkowo bryluje w takiej filozofii, nie jest wyjątkiem. W niedawnym wywiadzie w Radio Widzew Zbyszek Boniek zauważył, że w naszej ekstraklasie jest grupa trenerów dorabiających sporo filozofii do swojej pracy i lubujących się w wypowiedziach na ten temat.
Chęć lansowania się przez jednego lub drugiego trenera to jedno. Gorzej jak pewne narracje nazbyt łatwo kupują kibice. A mit złożonych analiz i statystyk zaczął krążyć tak wśród kibiców jak i części kibicowskich mediów.
Słuchając wypowiedzi na kibicowskich forach i mediach bardzo łatwo trafić na opinie, że piłkarz taki a taki na pierwszy rzut oka grał fatalnie, ale tak naprawdę to było dobrze. Bo jak przyjrzymy się statystykom to miał bardzo dużą celność podań i dużo przechwytów. Podania mogły być asekuracyjne do najbliżej ustawionego kolegi a przechwyty dotyczyć wyjątkowo czytelnie zagranych piłek, ale w to już nikt nie wnika. Tak jak nie wnika, że w kluczowych momentach piłkarz zachował się po prostu źle.
Podobnych przypadków jest naprawdę dużo: piłkarz nie mógł źle grać, bo przecież bardzo dużo przebiegł. Napastnik nie strzela, ale kontr pressował. Pomocnik nie ma goli, asyst i nie kreuje konkretnych sytuacji, ale ma mało strat. Obrońca popełnił błąd, po którym straciliśmy gola, ale coraz lepiej wchodzi w „półprzestrzenie”.
Kibice w podobny sposób, szukają sensu w całych meczach. Dla niewprawnego oka mecz mógł wyglądać słabo lub nawet tragicznie, ale potem okazuje się, że "mieliśmy XG lepsze od przeciwnika, 66% cenności dośrodkowań (lub jakąkolwiek inna statystykę), szło nam dobrze do 70 metra a obrona wychodziła dobrze spod pressingu".
Na boisku „szrot” a po meczu wysyp statystyk i analiz, z których wynika, że nie było źle i mamy tylko kilka rzeczy do poprawienia. Króluje w tym część rodzimych trenerów i wtóruje im część środowiska kibicowskiego. A jak ktoś tego nie rozumie to po prostu nie łapie współczesnej gry.
Co ciekawe ogromna ilość znanych osób piłki, Boniek, Citko, Lineker, Cruyff itd, itp (o kimś takim jak Kazimierz Górski nawet nie wspominając) uparcie twierdzili i twierdzą, że piłka to prosta gra. Są to jednak w większości postacie sprzed wielu dekad a nawet z poprzedniego stulecia. Może jak wiele innych aspektów naszego życia, z biegiem czasu piłka wyewoluowała do czegoś dużo bardziej złożonego niż nam się wydawało? Może nasi trenerzy „nowego pokolenia” to już inna generacja, która musiała się dostosować do nowych, dużo bardziej wymagających i na wskroś nowoczesnych realiów?
Szukając odpowiedzi na to pytanie przyjrzyjmy się najbogatszej i najlepszej lidze świata - Premier League.
Angielska Liga pozostaje lata świetlne przed większością topowych lig europejskich, o naszej Ekstraklasie nawet nie wspominając. Najlepsi piłkarze, najlepsi trenerzy, najlepsi skauci, najlepsi dietetycy, najlepsze sztaby szkoleniowe, najlepsze narzędzia analityczne i największe możliwości inwestycji we wszelakie możliwe metody szkoleniowo-taktyczne. Żadna liga nie równa się angielskiej także w kwestii zainteresowania mediów, ilości programów analitycznych, podcastów, blogów itp. Absolutny top wszystkiego.
Jak więc w Premier League wygląda dyskusja dotycząca piłki? Prosto. Tak prosto, że prościej chyba nie można.
Proszę posłuchać wypowiedzi takich osób jak Arne Slot, Mikel Arteta, Jurgen Klopp, Nuno Espirito Santo, Eddie Howe, Sean Dyche czy nawet Pep Guardiola (jak nie ma akurat jednego ze swoich odlotów, związanych z ostatnim kryzysem drużyny). Proszę obejrzeć najpopularniejszy program TV o Premier Ligue - Match of the Day na BBC1. Proszę posłuchać najpopularniejszego podcastu o Premier League - Guardian Football Weekly. Prosze posłuchać komentarza do pierwszego lepszego meczu.
Od wspominanych osób lub we wspomnianych programach nie usłyszymy nic z tego czym raczą nas nasi rodzimi trenerzy, zwłaszcza ci „młodego pokolenia”. Nie usłyszymy elaborowanych wypowiedzi na konferencjach, nie usłyszymy skomplikowanych analiz taktycznych, nie usłyszymy kompilacji statystyk. Nie usłyszymy też banalnych truizmów o tym, że pressing albo inny elementarny obszar gry jest „nienegocjowalny”.
W Premier League docenia się bramkarzy za takie rzeczy jak umiejętności wybijania piłki, wychodzenie do dośrodkowań czy umiejętność inicjowania kontrataków. Obrońcy są dobrzy jak potrafią ustawić się tam, gdzie trzeba, zablokować strzał i nie wybić piłki na oślep. Od pomocników oczekuje się umiejętności znalezienia wolnej przestrzeni i podań, które otwierają drogę do bramki. Skrzydłowych ocenia się przez pryzmat umiejętności przebicia się właśnie na skrzydle i dośrodkowania. Napastników ocenia się przez pryzmat strzelonych goli.
Analiza gry poszczególnych piłkarzy odbywa się na bazie tego co było widać na boisku i tego jak wykonują swoje podstawowe zadania. Rozmowa na temat tak enigmatycznej postaci jak Darwin Nunes z Liverpoolu dotyczy prostych zagadnień: czy Nunesa należy chwalić za to, że dochodzi do pozycji do których inni nie dali by radę dojść, czy ganić za to, że po dojściu do tych pozycji, marnuje ich więcej niż topowi zawodnicy. Kai Havertz z Arsenalu jest świetnym piłkarzem i jego rola w Arsenalu jest być może bardziej złożona niż innej typowej „dziewiątki”. Ale po meczu z Man Utd komentarzy zwyczajnie ganili go za zmarnowanie sytuacji w których „łatwiej było strzelić gola niż nie”. Nikt nie wnikał, w to że Havertz pressował, dobrze grał „w półprzestrzeniach” czy miał mało strat. Havertz jest napastnikiem i zwyczajnie dostało mu się za marnowanie doskonałych okazji i tego, że nie strzelił gola.
Nikt ponad pewne zrozumiałe minimum nie analizuje statystyk, nikt nie analizuje tego jak piłkarze poruszali się „między tercjami”, nikt nie szuka statystyk na bazie których można wysnuć każda opinię i uzasadnić każde twierdzenie.
Podobna prosta analiza dotyczy całych meczów i drużyn. Arsenal nie wygrał z Aston Villa bo „znów grał zbyt schematycznie i nie ma skutecznego napastnika”, Totenham znów przegrał bo mimo plagi kontuzji „ich trener próbuje grać systemem niedopasowanym do piłkarzy” a Fulham świetnie sobie radzi bo ma wyjątkowo „zrównoważony skład, wszyscy piłkarze są na podobnym wysokim poziomie”. W tak prosty sposób rozmawia się o piłce w Premier League!
Wynika to z pragmatyki, ale też z szacunku dla kibica. Angielscy kibice nie tolerowaliby długo nikogo kto przekonywałby ich, że na boisku działo się coś innego co widzieli. Trener odpływający na konferencjach w jakiekolwiek skompilowane dywagacje na temat drużyny od początku stąpałby po kruchym lodzie. Jego ratunkiem mogłyby jedynie być naprawdę dobre wyniki.
Podsumowując, piłka to jest prosta gra. Przynajmniej w swoim najlepszym wydaniu lub wersji na wysokim poziomie. Jak powiedział Johan Cruyff „Granie w piłkę jest bardzo proste, ale grać prostą piłkę to najtrudniejsza rzecz”. Im jesteś lepszy, tym łatwiej przychodzi Ci prostota. Im jesteś słabszy tym bardziej rzeczy zaczynają się komplikować.
Nie może więc w sumie dziwić, że w ekstraklasie jednej ze słabszych lig w Europie wszystko może się wydawać tak złożone i skomplikowane. Trenerzy brylują na konferencjach, ale coraz mniej można zrozumieć z ich wypowiedzi. Narracja wokół, taktyki, gry, piłkarzy jest coraz bardziej skomplikowana, zwyczajny kibic coraz mniej rozumie.
Szkoda, że prym w tym trendzie wiodą tak zwani „młodzi trenerzy, nowego pokolenia” tacy jak np. Daniel Myśliwiec. Bo dla najlepszych piłka to prosty sport. Jeżeli mamy do najlepszych równać to nasi młodzi trenerzy powinni posługiwać się prostym, zrozumiałym i przyjaznym językiem. A nie na odwrót. Nie powinni wmawiać nam historii o zagmatwanych niuansach taktycznych, statystykach i słynnych „półprzestrzeniach”. Nie świadczy to najlepiej o ich warsztacie. Bardziej przypomina fasadę, która ma przykryć brak kompetencji i kompleksy.
Na taki typ narracji nie możemy też nabierać się my, kibice. A jak ktoś zaczyna wierzyć, że piłka się nam skomplikowała i to już nie jest tak jak kiedyś, niech posłucha tego jak o piłce mówią trenerzy, kibice i komentatorzy w najlepszej lidze świata.
Komentarze
Prześlij komentarz