Śląsk Wrocław - Widzew 3:0. Dno osiągnięte
Widzew może jeszcze w tej rundzie dużo popsuć. Możemy spaść w tabeli, możemy przegrać mecze większą różnicą bramek, możemy nawet spaść do 1 Ligii. Niestety
Ale o bardziej beznadziejny mecz będzie już trudno. W sobotę nasi piłkarze pokazali nam mniej więcej to jak wygląda dno. I to na tle drużyny, która do tej pory wygrała 1 na 20 meczów.
Wynik i przede wszystkim gra mogą wprawiać w złość, ale nie mogą dziwić. To co stało się we Wrocławiu jest naturalną konsekwencją tego jak wyglądała runda jesienna )a zwłaszcza jej druga część) oraz przerwa zimowa i początek rundy rewanżowej. Tytuły ostatnich artykułów meczowych na tym blogu opowiadają nam historię tego jak szliśmy na dno:
08.10 – Tak Wygląda nasz postęp?
26.11 - Degrengolada trwa.
01.12 - Po równi pochyłej.
01.02 – Degrengolady kolejny etap.
W sobotnie popołudnie zobaczyliśmy wszystko co najgorsze co od jakiegoś czasu „serwuje” nam nasza drużyna. Pozbawiony pomysłu i charyzmy trener biernie obserwujący wydarzenia na boisku. Piłkarze klepiący podania między bramkarzem a obroną. Dziecinne błędy w defensywie, problemy z zawiązywaniem akcji, brak stwarzania jakiegokolwiek zagrożenia w ataku. W sobotę jeszcze doszły do tego alarmujące problemy z podstawową techniką użytkową (piłkarzom non stop piłka odskakiwała od nogi a Kerk nie był w stanie wykonać przyzwoicie rzutu rożnego) oraz motoryką i podstawami rzemiosła piłkarskiego. Brak zaangażowania oraz woli walki dostaliśmy już właściwie z rozpędu, bo obserwujemy to od dłuższego czasu.
Nad poszczególnymi zawodnikami nie ma co się znęcać. Szkoda sił. Nie mogę tylko nie wspomnieć o Sobolu. To, że Hubert nie ma żadnych umiejętności na Ekstraklasę i przechodzi obok każdego meczu to jedna rzecz. Ale, że chłop nie próbuje nawet być „walczakiem” i co chwila zwija się z bólu na murawie bo ktoś go potrącił to już woła o pomstę do nieba. Takiego nam ducha walki Pan Myśliwiec w zespole zaszczepił.
Postępującej degrengolady nie ma też co ponownie rozbijać na czynniki pierwsze. Wystarczająco zostało już napisane w poprzednich postach. Pytanie co teraz? Zwłaszcza, że zjazd po równi pochyłej nabiera bardzo niepokojącego tempa.
Sytuacja w klubie jest skomplikowana. Kluczowe w Widzewie osoby nie dogadują się i nie współpracują tak jak powinni dla dobra klubu.
To, że cały czas w mediach pojawia się temat podpisania umowy z trenerem, którego już dawno w Widzewie nie powinno być pokazuje, gdzie się obecnie znajdujemy. Obecnego trenera Widzewa dobrze podsumował Sławomir Gula „mam wrażenie, że Daniel Myśliwiec lepiej się sprzedaje, niż jest w rzeczywistości”. Bardzo słusznie choć bardzo delikatnie powiedziane. Drużyna od długiego już czasu nie robi jakichkolwiek postępów. Dziwne decyzje kadrowe, naiwna taktyka lub jej brak. Coraz słabsze i zwyczajnie coraz nudniejsze mecze. Kolejna farsa w PP. Za to coraz dłuższa lista „zanikających” piłkarzy. Nieodpowiedzialne posty na X. Trener bryluje jedynie na konferencjach, gdzie regularnie serwuje nam pseudofachowy nonsens, politycznie poprawnie zwany przez kibiców „filozofowaniem”. Ten trener nie ma nam nic do zaoferowania i jego czas w klubie powinien się skończyć razem z fatalnym zakończeniem poprzedniej rundy. Nie można żyć wiecznie golem Alvareza w meczu z Legią
Nad trenerem z kolei mamy zadowolonego z siebie dyrektora sportowego, z historią transferów w kratkę (znów poprawnie politycznie) oraz prezesa, który robi bardzo niewiele, żeby zerwać z łatką „licealisty”.
Wszyscy z klubu nie odejdą. Usunięcie trenera, który ma bardzo niewiele na swoją obronę wydaję się w tej chwili najbardziej logicznym rozwiązaniem. Niestety musimy się zacząć rozglądać za kimś w rodzaju „strażaka” kto po prostu utrzyma nas w lidze. Plan na trenera, który zbuduje „wielki Widzew” trzeba na chwilę odłożyć na bok.
Musimy też liczyć na to, że przypadkowa łapanka nowych zawodników, bo tak trzeba nazwać obecna politykę transferową zakończy się szczęśliwie. Potrzeba nam na gwałt takich „Ravasów” co przyszli znikąd, last-minute a okazali się dobrzy. Inaczej gramy w ataku Sobolem.
Klub musi utrzymać się w lidze a w lecie musi dojść do większych roszad. Jak jesteś zbyt długo przeciętny to w którymś momencie idziesz na dno. Potrzebujemy nowego, doświadczonego i ambitnego zarządu. Inaczej skończymy jak Lechie, Śląski i inni. Tylko, że ze zdrowszymi finansami.
Ciekawe też jak obecna sytuacja wpływa na potencjalne rozmowy z Panattoni. Niestety, ale Widzew w ciągu ostatnich 3-4 miesięcy stracił na wartości. Czy Pan Dobrzycki nadal chce zapłacić za udziały tyle ile był gotowy dać jeszcze niedawno? Czy nadal uważa Widzew za dobrze zarządzaną firmę. Oby wybryki naszych piłkarzy na koniec nie skomlikowały nawet tego.
Przed nami ciekawe czasy, szkoda tylko, że nie w taki sposób na jaki liczyliśmy i jaki był nam obiecany.
Komentarze
Prześlij komentarz