Widzew - Pogoń Szczecin 0:4. Klub w gęstej mgle, co dalej?


Widzew - Pogoń Szczecin 0:4. Klub w gęstej mgle, co dalej?

 

W sobotni wieczór nie zobaczyliśmy nic co mogło nas dziwić. Zjazd drużyny nabrał wprawdzie wyjątkowo szybkiego tempa, ale kierunek w dół obrany został jeszcze podczas rundy jesiennej, a jak wygląda absolutne dno piłkarze pokazali nam już tydzień temu we Wrocławiu.

 

Kibice nie mieli jakichkolwiek oczekiwań, porażka i jej styl jest jednak zawsze bolesna.

 

Degrengolada drużyny jest na tyle trwała i głęboka, że nie ma większego sensu analizować tego meczu. Ciekawi szerszej analizy tego co jest nie tak z grą Widzewa mogą po prostu przeczytać relacje z ostatnich 8-10 meczów RTS.

 

Kwestia nad jaką wypada się teraz pochylić to pytanie: co teraz?

 

Najbardziej oczywista wydaje się natychmiastowa dymisja Daniela Myśliwca. Ciężko jest sobie wyobrazić, aby ten szkoleniowiec był w stanie w jakikolwiek sposób spowodować, aby Widzew znów, zaczął grać w miarę poprawnie i mieć szanse na punkty w następnych meczach. Myśliwiec być może nie stracił szatni, na pewno jednak stracił jakąkolwiek możliwość wpływu na to, żeby zakontraktowani na chwilę obecną w Widzewie piłkarze byli w stanie wyjść ba boisko nie wyglądając jak przypadkowa i coraz bardziej przestraszona grupa ludzi.

 

Strach to ostatni gwóźdź do trumny tej drużyny. Wcześniej do gry zespołu można było mieć dużo zastrzeżeń, ale nie można było powiedzieć, że piłkarze są przestraszeni. Taki Cybulski mógł zepsuć kilka meczów z rzędu, ale na kolejny wychodził z podniesioną głową. Mogło to trochę irytować, ale do pewnego stopnia taka cecha jest u piłkarza pożądana. Ale nawet to to już przeszłość. Cybulski z powodu kontuzji nie gra, ale ci co znajdują się na boisku wyglądają jakby woleli być gdzie indziej. Strach przed przyjęciem piłki, strach przed podaniem strach przed przeciwnikiem. 

 

Obecne wyniki i gra nakręcają już tylko spiralę. Odwrotu nie ma, obecny trener zbyt konsekwentnie doprowadził to takiego stanu rzeczy, żeby teraz być tym, który będzie nas ratował. 

 

Potrzebujemy w tej chwili trenera „strażaka”. Kogoś kto zatrzyma tą spiralę, zmobilizuje piłkarzy, przywróci dyscyplinę w zespole i da trochę wiary w siebie. Kogoś kto będzie w stanie wykorzystać potencjał jaki znajduje się w obecnych zawodnikach i prostymi metodami opartymi na wykorzystaniu wszystkiego tego co obecna kadra ma do zaoferowania, będzie w stanie wygrać 3-4 mecze, złapać 2-3 remisy i utrzymać zespół w Ekstraklasie. Tak, nasi piłkarze to nie wirtuozi. Ale takich samych wirtuozów nie ma Radomiak, który przed chwilą pokonał Legię, ani reszta drużyn z dolnej połowy tabeli.

 

Każdy następny mecz z Myśliwcem w roli trenera to gwarantowana porażka i kolejny kroczek w stronę 1 Ligi. Nowy trener to temat „na wczoraj”. Pozostaje nam tylko wierzyć, że nowa osoba pojawi się w klubie jak najszybciej i że będzie w stanie skutecznie odmienić losy Widzewa.

 

Co potem?

 

Jak mawiają ryba psuje się od głowy. Myśliwca nie broni nic, ale kibice zdają sobie sprawę, że degrengolada klubu sięga głębiej. Polityka transferowa, niejasne ambicje klubu, konflikty wewnętrzne, lista jest długa.

 

Jeżeli celem na „dziś” jest utrzymanie klubu w Ekstraklasie to celem na „jutro” są zmiany w strukturze właścicielskiej i zarządzie klubu. Obecna formuła się wyczerpała. Wiele zależeć będzie od tego czy Widzew rzeczywiście zmieni w najbliższym czasie właściciela.

 

Najlepszy scenariusz na dziś to natychmiastowa dymisja obecnego trenera (i zatrudnienie rozsądnego trenera „strażaka”) oraz w miarę szybka i sprawna zmiana w strukturze właścicielskiej klubu. To może pozwolić na utrzymanie klubu w Ekstraklasie w obecnym sezonie oraz snucie ambitnych planów na przyszły.

 

O najgorszych scenariuszach lepiej teraz nie myśleć. 

Komentarze