Widzew - Jagiellonia 0:1 Brawa mimo porażki
Widzew - Jagiellonia 0:1
Za cały komentarz do meczu może posłużyć reakcja kibiców po ostatnim gwizdku sędziego. Schodzący do szatni piłkarze otrzymali gromkie brawa a z trybun rozniosło się „RTS dzięki za walkę” oraz „jesteśmy z wami”!
Widzew spotkanie z Jagiellonią przegrał, ale pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie była to porażka po słabym, fatalnym lub naiwnym meczu.
Spotkanie zaczęło się źle, do czego zdążyliśmy już przywyknąć. Widzew stracił bramkę już w 8 minucie po niewinnie wyglądającej akcji. Hansen dośrodkował z rzutu wolnego, do piłki wyskoczył Skrzypczak i spokojnie skierował piłkę głową do siatki. Zawodnik Jagielloni miał przestrzeń na swobodne oddane strzału, który nie wyglądał groźnie. Rafał Gikiewicz przy interwencji nie popełnił rażącej gafy, ale po raz kolejny trudno było się oprzeć wrażeniu, że mógł zrobić dużo więcej.
Zgromadzeni na stadionie kibicie mogli zacząć oczekiwać najgorszego, ale choć trudno w to uwierzyć, Jagiellonia do końca meczu nie stworzyła już klarownej sytuacji do strzelenia bramki (odliczając sytuację sprezentowaną błędem Rafała Gikiewicza).
Z minuty na minutę na boisku było coraz mniej Jagielloni a coraz więcej Widzewa. Jagiellonia nie była w stanie narzucić swojego stylu gry a Widzew starał się za wszelką cenę wyrównać. Bramkarz gości musiał być na posterunku przez dużą część pierwszej połowy i bronić m.in. bardzo dobry strzał Tupty. W pierwszej połowie Widzew pokazał, że nie zamierza odnieść kolejnej wstydliwej porażki a kibice nie powinni bać się o powtórkę sprzed dwóch tygodni. Drugie 45 minut to już regularne oblężenie bramki Białostoczan.
W sumie w meczu mieliśmy 19 strzałów na bramkę w tym jeden słupek i jedną poprzeczkę oraz 13 rzutów rożnych. Widzew grał odważnie, nieszablonowo z pomysłem i wiarą w siebie. Gdyby wynik miał być „sprawiedliwy” mecz powinien zakończyć się rezultatem mniej więcej 3:1.
Bramki strzelić się jednak nie udało. Czy to był brak umiejętności wykańczania sytuacji? Czy była to dobra dyspozycja bramkarza gości? A może po prostu pech? Pewnie wszystkiego po trochu, ale po meczu zadawanie takich pytań nie miało znaczenia. Widzew mimo porażki rozegrał najlepszy mecz w tej rundzie. W całym sezonie ze świecą możemy szukać spotkania, gdzie piłkarze stworzyli tak dużo sytuacji bramkowych, jednocześnie grając z taką odwagą i poświęceniem.
Niedzielna postawa zespołu stawia w jeszcze gorszym świetle Daniela Myśliwca. Poprzedni trener zawiódł na całej linii. Jego drużyna grała nudno i schematycznie. Widzew Myśliwca miał problemy ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych czy nawet płynnym wychodzeniem z własnej połowy. W zespole mnożyły się coraz dziwniejsze decyzje kadrowe, z czasem piłkarze coraz mniej rozumieli co mają robić na boisku, w grze na stałe pojawił się marazm. Ostatecznie do drużyna wkradł się strach i kapitulacja. Ale nawet najwięksi krytycy nie powiedzieliby że Myśliwiec świadomie sabotuje zespół.
Takie głosy pojawiły się jednak po meczu z Jagiellonią i nie bez powodu. Okazało się bowiem, że nie musimy grać młodzieżowcami wyciągniętymi prosto z rezerw. Okazało się, że na boisku mogą pojawić się doświadczeni gracze jak Diliberto czy Fabio Nunes. Diliberto nie miał najlepszego meczu, ale w niczym nie odstawał od średniej prezentowanej przez Kamila Cybulskiego. Nunes w kilkanaście minut zrobił więcej niż Gong przez całą rundę. W niedzielę okazało się również, że nie musimy katować samych siebie uporczywym graniem od bramkarza. Okazało się, że nie musimy pressować na zasadzie „biegnij w stronę obrońcy i zobacz co się stanie”. Okazało się, że nowi gracze mogą od razu wejść do drużyny i nie potrzebują tygodni na zrozumienie stylu w jakim gra drużyna. Okazało się, że na boisku może być miejsce na Marka Hanouska, może go nie być dla Silvy a Gong nie musi straszyć nawet na ławce.
Lista przykładów jest dużo dłuższa. Mimo kolejnej porażki Widzew w ostatnim meczu a ten sprzed dwóch tygodni to niebo a ziemia. Jak drużyna mogła za poprzedniego trenera upaść tak nisko i pogrążyć się w takim chaosie, tylko po to, żeby po chwili znów wyglądać jak Widzew który chcemy wszyscy oglądać? Teoria o celowym sabotażu ze strony Myśliwca może być daleko posunięta i niesprawiedliwa, ale ciężko nie przywołać w pamięci niesławnego domina jakim uraczył nas były trener na X. Miało się walić i się waliło. Aż do zmiany szkoleniowca.
Przed Widzewem mecz z GKS Katowice. A potem wyjazd do Gliwic i arcyważne spotkanie w sercu łodzi z Lechią. Zaczynają się schody. Przeciwnicy nie należą do potentatów a drużyna na samej walce daleko nie zajedzie. Potrzebne są punkty i zwycięstwa. Jak Widzew będzie grał tak jak zagrał z obecnym Mistrzem Polski powinno być dobrze. Kibice trzymają kciuki. Po meczu w Koroną w PP wydawało się, że jest po emocjach. Mdła drużyna miała dograć mdły sezon. Nagle okazało się, że mamy o co grać (choć oczywiście nie o to o co chcieliśmy) a w zespole jest ikra. Czekają nas ciekawe tygodnie!
Na koniec kilka słów o piłkarzach.
Lubomir Tupta – piłkarz dobry technicznie, posiadający dobry strzał, przebojowy, odnajdujący się zarówno jako 9 jak i na lewym skrzydle. Sezon powinien zakończyć z bramkami i asystami.
Marek Hanousek – można teoretyzować na temat statystyk, jego roli w drużynie, formy Shehu itd. Fakt jest jednak taki, że nasz zjazd na jesień rozpoczął się wraz z odesłaniem Czecha na ławkę. Dobrze widzieć Marka znów na boisku.
Rafał Gikiewicz – gra drużyny się odmieniła. Gikiego nie. Przez większość meczu bezrobotny a i tak dał radę puścić miękkiego gola i prawie przyłożyć rękę do kolejnego. Wszyscy lubimy Gikiego ale jak długo trenerzy będą przymykać oko na jego słabą grę?
Fabio Nunes, Noah Diliberto – żaden z nich nie był nigdy podporą drużyny, ale żaden z nich nie jest też „ogórkiem”. Fabio sporo dla nas zrobił a Noah nigdy nie dostał prawdziwiej szansy. Okazało się że obaj mogą grać i dawać coś drużynie. Szkoda tylko Hajziriego i Klimka. Teraz jak trzeba po prostu grać a nie „wchodzić w półprzestrzenie” mogłoby się okazać, że też mielibyśmy z nich pożytek.
Komentarze
Prześlij komentarz